Strona z tekstami


Przemówienie Ala Gore'a
po rezygnacji z ubiegania się o urząd prezydenta USA - 14.12.2000







/
    "To jest Ameryka. Tak, jak walczymy z uporem, gdy stawka jest wysoka, zwieramy szyki i jednoczymy się, kiedy walka jest rozstrzygnięta. [...] Będzie jeszcze dość czasu na dyskusje nad trwałymi różnicami, teraz nadszedł czas, aby dostrzec, że to, co nas łączy, jest większe niż to, co dzieli. [...] To jest Ameryka i tu kraj stawiamy przed partyjnymi podziałami. Razem udzielimy poparcia naszemu nowemu prezydentowi."






  

Przed chwilą rozmawiałem z George'em W. Bushem, gratulując mu objęcia stanowiska 43. prezydenta USA, i obiecałem, że tym razem nie zadzwonię powtórnie.

Zaproponowałem mu spotkanie tak szybko, jak to będzie możliwe, abyśmy mogli zacząć leczyć rozdarcie z kampanii i walki, przez które właśnie przeszliśmy.

Ponad półtora wieku temu senator Stephen Douglas powiedział Abrahamowi Lincolnowi, który pokonał go w rywalizacji o prezydencki fotel: "Partykularne uczucia muszą ustąpić przed patriotyzmem. Jestem z Panem, Panie Prezydencie, i niech Bóg Pana błogosławi". W tym samym duchu mówię do prezydenta elekta Busha: partyjne urazy muszą teraz zostać odsunięte na bok i niech Bóg błogosławi jego służbę na rzecz tego kraju.

Ani on, ani ja nie spodziewaliśmy się, że droga będzie tak długa i trudna. Z pewnością żaden z nas tego nie chciał. Ale tak się stało. Teraz wszystko jest zakończone, rozwiązane tak, jak rozwiązane być powinno, poprzez szanowane instytucje naszej demokracji. Nad wejściem do biblioteki jednej z największych szkół prawniczych widnieje motto: "Nie według człowieka, ale według Boga i prawa". To naczelna zasada amerykańskiej wolności, źródło naszych demokratycznych swobód. Próbowałem uczynić ją swym przewodnikiem podczas tego wyścigu tak, jak przewodziła ona amerykańskim debatom we wszystkich trudnych kwestiach ostatnich 5 tygodni.

Teraz przemówił sąd najwyższy. Chcę rozwiać wszelkie wątpliwości, choć nie zgadzam się zdecydowanie z decyzją sądu, akceptuję ją. Akceptuję ostateczność tego wyniku, który zostanie ratyfikowany w przyszły poniedziałek przez kolegium elektorów. I dzisiejszej nocy, przez wzgląd na jedność naszego narodu i siłę naszej demokracji, ustępuję.

Przyjmuję też swój obowiązek, z którego wywiążę się bezwarunkowo, uszanowania nowego prezydenta elekta i uczynienia wszystkiego, co w mojej mocy, aby pomóc mu zjednoczyć Amerykę dla realizacji tej wielkiej idei zawartej w naszej Deklaracji Niepodległości, potwierdzonej i chronionej w naszej konstytucji.

Pozwólcie mi wyrazić jak bardzo pozostaję dłużny tym wszystkim, którzy wspierali mnie i sprawę, za którą walczyłem. Tipper i ja czujemy głęboką wdzięczność wobec Joe i Hadassah Liebermanów, którzy do naszej współpracy wnieśli pasję i wyższe wartości i otwarli nowe drogi nie tylko dla samej kampanii, ale i dla całego kraju.

To były niezwykłe wybory. Ale zarządzeniem opatrzności ten długotrwały impas między nami może nam wskazać nowe podstawy współpracy. Tak wyrównane wyniki przypominają nam, że jesteśmy jednym narodem, że łączy nas przeznaczenie i wspólna historia. Ta właśnie historia daje nam wiele przykładów gorących rywalizacji, zaciekłych sporów, podczas których stawiano wyzwania woli powszechnej. Te spory ciągnęły się tygodniami, zanim znaleziono ostateczne rozwiązanie. I za każdym razem zarówno zwycięzca, jak i pokonany godzili się z wynikiem w duchu pokoju i pojednania. Niech i tak będzie z nami.

Wiem, że wielu moich zwolenników jest rozczarowanych. Ja także jestem. Ale to rozczarowanie musi zostać przezwyciężone przez miłość do naszego kraju. I mówię naszym kolegom z innych części świata: Niech spór ten nie będzie dla nikogo znakiem słabości Ameryki. Siła amerykańskiej demokracji objawia się najpełniej poprzez trudności, które potrafi pokonać.

Niektórzy wyrażają obawy że niezwykły charakter wyborów może utrudnić następnemu prezydentowi sprawowanie władzy. Wierzę, że nie musi się tak stać. Prezydent elekt Bush obejmuje przewodnictwo narodu, którego obywatele są gotowi wspierać go w wypełnianiu jego misji. Osobiście stawiam się do jego dyspozycji i wzywam wszystkich Amerykanów, zwłaszcza tych, którzy byli z nami podczas tej kampanii, aby poparli nowego prezydenta. To jest Ameryka. Tak, jak walczymy z uporem, gdy stawka jest wysoka, zwieramy szyki i jednoczymy się, kiedy walka jest rozstrzygnięta. Będzie jeszcze dość czasu na dyskusje nad trwałymi różnicami, teraz nadszedł czas, aby dostrzec, że to, co nas łączy, jest większe niż to, co dzieli. Wciąż wierni naszym przekonaniom, mamy przecież zobowiązania poważniejsze niż te, które winni jesteśmy naszej partii. To jest Ameryka i tu kraj stawiamy przed partyjnymi podziałami. Razem udzielimy poparcia naszemu nowemu prezydentowi.

Nie znam jeszcze odpowiedzi na pytanie, co będę dalej robił. Jak wielu z was niecierpliwie czekam na święta w gronie rodziny i przyjaciół. Wiem, że spędzę ten czas w Tennessee, naprawię ogrodzenie, dosłownie i w przenośni.

Niektórzy pytają, czy czegoś żałuję. Żałuję jednego. Że nie dana była mi szansa, by stanąć do walki o lud Ameryku przez następne 4 lata, zwłaszcza o tych, którzy czekają na zniesienie barier i zdjęcie z ich barków ciężarów, tych, którzy czują, że ich głosy nie zostały dosłyszane. Ja was usłyszałem i nie zapomnę. Widziałem Amerykę podczas tej kampanii i podoba mi się to, co widzę. Warto o to walczyć i nigdy z tej walki nie zrezygnuję.

Jeśli chodzi o wyścig, który dziś dobiegł końca, wierzę, że, jak mawiał niegdyś mój ojciec, porażka choćby najcięższa na równi ze zwycięstwem przynieść może chwałę i kształtuje duszę. Dla mnie więc ta kampania kończy się tak, jak się zaczęła miłością do Tipper i naszej rodziny; wiarą w Boga i kraj, któremu służyłem z taką dumą od Wietnamu aż po wiceprezydenturę, a takie wdzięcznością dla niestrudzonego sztabu naszej kampanii i ochotników, włącznie ze wszystkimi; którzy tak ciężko pracowali na Florydzie przez ostatnie 36 dni.

Teraz walka polityczna jest zakończona. Wracamy do niekończącej się walki o wspólne dobro wszystkich Amerykanów i tych milionów na całym globie, które zwracają się ku nam jako przewodnikom na drodze ku wolności.

Według słów naszego wielkiego hymnu "Ameryka, Ameryka": "Ukoronujmy twą pomyślność braterstwem, od morza do morza".

A teraz, przyjaciele, czas na mnie. Dziękuję, dobrej nocy i niech Bóg błogosławi Amerykę.

tłumaczenie Justyna Woźniakowka


 
  k_sidor[x]czuk[@]poczta.onet.pl do góry  

Strona główna | Władza encyklopedycznie | Esej Leszka Kołakowskiego | Deklaracja Niepodległości USA | Prof. Jedliński o demokracji
Konstytucja 3 Maja | Teksty Machiavellego | Konstytucja III RP | Horoskop druidów